Kto z Was zdobył lub planuje Koronę Gór Polski? Po 2018 roku, wraz z wprowadzeniem nowej regionalizacji fizycznogeograficznej Polski, lista pasm górskich została wydłużona, przez co wejście na 28 szczytów nie załatwia już sprawy. Ale nie ma co rozpaczać, trzeba tylko spakować plecak i wejść na kilka brakujących wzniesień. Jednym z nowo wydzielonych pasm są „Działy Orawskie” z najwyższym szczytem o nazwie Wajdów Groń, wznoszącym się na ok. 930 m. n.p.m. Przez górę tę biegnie kryjący kilka niespodzianek, niespełna 13-sto kilometrowy żółty szlak poprowadzony granicą polsko-słowacką i na odkrycie którego zapraszam Was w tym poście! Nowa Korona Gór Polski czeka na zdobycie!

Lasy Działów Orawskich z lotu ptaka.

Z dużym prawdopodobieństwem, bez idei zdobywania najwyższych wzniesień wszystkich pasm górskich czy szerzej mezoregionów w Polsce, raczej nie przyszłoby mi do głowy specjalnie przyjeżdżać w te okolice, notabene całkiem atrakcyjne. Działy Orawskie zostały wyodrębnione z Beskidu Żywieckiego (tego opisywanego we wcześniej obowiązującej regionalizacji Kondrackiego), sporego regionu, który w 2018 roku – chyba słusznie – został podzielony na cztery części, w tym właśnie m.in. na omawiane pasmo. Polska część Działów Orawskich (jest też słowacka, ale dzisiaj daruję sobie szczegółowe opisy) od północy graniczy z najwyższą górą dawnego Beskidu Żywieckiego, tzw. królową Beskidów czyli Babią górą, a na zachodzie ze słowacką granicą, sztucznie rozdzielającą to transgraniczne pasmo. I to właśnie prawie w całości wzdłuż słupków granicznych biegnie sobie żółty szlak z Przywarówki do Winiarczykówki, którego przejście całkiem dobrze oddaje klimat tego regionu. Poniżej wrzucam mapkę mojej trasy.

źródło: https://mapa-turystyczna.pl

Podróż rozpoczynam i kończę w Lipnicy Wielkiej, nomen omen przeogromnej jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, bo ponad pięciotysięcznej (!), długiej na kilka kilometrów łańcuchówki, znajdującej się pomiędzy Babią Górą a Zbiornikiem Orawskim. Istnieje opcja podjechania prywatną komunikacją zbiorową (przystanek „Świerki”) lub samochodem na zaopatrzoną w parking Polanę Stańcową. Ta ostatnia to przeciekawe miejsce, z którego można zrobić pętlę na Babią Górę, poruszając się po szlakach dużo mniej obleganych niż te po północnej stronie masywu, a po drodze zobaczyć m.in. ruiny schroniska (mam w planach przejście tej pętli, myślę, że relacja z niego w niedalekiej przyszłości wpadnie na bloga). Z Polany Stańcowej szlakiem niebieskim kieruję się na zachód, po ok. dwudziestu minutach i 900 metrach docieram do Przywarówki (słow. Pod Palkočom; 907 m.), gdzie rozpoczyna się właściwy żółty szlak, którego długość przejścia tabliczka ocenia na cztery godziny. Jest wczesny ranek, wiosna, słoneczna pogoda – idealne warunki na odkrywanie nowego pasma górskiego!

Wiosna w rozkwicie, a w tle ośnieżony jeszcze szczyt Babiej Góry (1725 m.)

Szlak ewidentnie różni się po stronie północnej vs. południowej – im dalej od Babiej Góry tym jakość ścieżki jest lepsza. Na całej długości biegnie on naprzemiennie lasem i łąkami, na początkowym etapie jest to zwykła ścieżynka, w otwartym terenie czasami średnio nawet zaznaczona, choć pionowe oznakowania szlaku są częste i czytelne. Kilkukrotnie natykam się na leżące w poprzek szlaku ogromne drzewa, pewnie jest to rezultat huraganowych wiatrów sprzed kilkunastu dni (pamiętny drugi dzień Świąt Wielkanocnych, pierwszy kwietnia, kiedy pod łamiącymi się niczym zapałki drzewami zginęło na Podhalu pięć osób). Jestem w stanie wyobrazić sobie jak niekomfortowo spaceruje się tu po obfitych deszczach, ale taki jest właśnie bardzo często urok niskich gór. O ile wzniesienia są tutaj zalesione i niedające szansę na panoramiczne widoki, pomiędzy nimi na łąkach widać już znacznie więcej. Idąc na południe oddalam się od dominującego masywu Babiej Góry, z jeszcze ośnieżoną kopułą szczytową. Na wschodzie Lipnica Wielka, na zachodzie zabudowania innych orawskich wsi na tle ładnie pofalowanych terenów słowackiej części Działów Orawskich, niestety z godziny na godzinę widoczność się psuje. Pod nogami dostrzegam mnóstwo oznak wiosny w rozkwicie, choć to dopiero pierwsza połowa kwietnia, w terenach leśnych aż głośno od dźwięków ptaków, w pewnym momencie płoszę dwie sarny, które uciekają w przeciwnym kierunku.

Spokojny spacer zostaje zaburzony w trakcie podejścia pod Wajdów Wierch, najwyższy szczyt polskiej części pasma, pretekst przyjazdu w te tereny (#koronakarpatpolskich i #nowakoronagórpolski). Zaburzony, bowiem na krótkim odcinku, płaski dotychczas szlak postanawia zmienić nachylenie na ok. 50 stopni, co przypomniało mi chociażby słynne strome podejście na Lackową w Beskidzie Niskim. Nie żeby stromizny sprawiały mi większą trudność, bardziej chodzi o to, że w ogóle nie spodziewałem się takiego podejścia w tym spacerowym terenie, w paśmie które ma charakter raczej podgórski! Idąc tędy w deszczowy dzień warto zaopatrzyć się w kijki dla utrzymania równowagi. Na szczycie zastaję przewrócony słupek graniczny i tabliczkę z nazwą szczytu. Zatrzymuję się tylko na zrobienie zdjęcia i ruszam dalej, schodząc już w dużo mniej stromym terenie.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że żółty szlak przeznaczony jest nie tylko dla pieszych turystów, ale także dla rowerzystów. I o ile faktycznie południowa część trasy przystosowana jest pod kolarstwo powiedziałbym całkowicie klasyczne, niegórskie, to przejechanie całej długości szlaku wymaga już większych umiejętności (np. wspomniany podjazd pod Wajdów Wierch). W dwóch lub trzech momentach szlak przecina nieduże cieki wodne, jednocześnie nie oferując żadnych kładek itp. – o ile piechur sprawdzając swoje umiejętności w skoku dal powinien sobie spokojnie poradzić z przeprawieniem się na drugi brzeg, o tyle rowerzysta musi się w tych miejscach bardziej nagimnastykować. W każdym razie dla osób lubiących błoto i kolarstwo górskie/terenowe żółty szlak jest ciekawą propozycją spędzenia kilkudziesięciu minut wolnego czasu.

Jeśli chodzi o infrastrukturę stricte turystyczną to można ją znaleźć bliżej Winiarczykówki (o tym za chwilę), po północnej stronie poza niezłym oznakowaniem szlaku próżno szukać jakiejś ławki czy wiaty. No może poza jednym momentem, w którym szlak mija nieco ukrytą wśród drzew, pomysłowo zaprojektowaną miejscówkę, wykorzystywaną przez okoliczną młodzież pewnie w celach rekreacyjnych ;-).

Za dość nużącymi leśnymi odcinkami wchodzę na olbrzymią Styrułową Polanę, na której jest bacówka i możliwość zakupu klasycznych wyrobów z mleka owczego. Z racji tego, że wiosenny redyk tego roku jeszcze się nie odbył, na miejscu zamiast setek owiec widzę kręcących się pracowników, pewnie właścicieli, przygotowujących się do rozpoczęcia sezonu. Tuż za Styrułową Polaną znajduje się największa atrakcja szlaku czyli Polana Marysina z drewnianą wieżą widokową z 2019 roku. Wieża ma tylko 14 metrów wysokości, ale widoki z niej na zachodnią część Tatr, Zbiornik Orawski oraz na niższe słowackie pasma na południu są świetne! Tzn. tak wnioskuję po zdjęciach, bo widoczność powietrza tego dnia pozwoliła mi niestety tylko na dostrzeżenie tafli jeziora i leciutkiego zarysu wysoko wznoszących się tatrzańskich szczytów, a szkoda. Na polanie pasące się krowy, prywatny domek, kilka uroczych rzeźbionych w drewnie instalacji, obok wieży wiata i sporo ławek, a kawałek za polaną parking oraz miejsce do rozpalenia grilla. Choć droga dojazdowa wydaje się być przyjazna raczej tylko SUV-om, można jak najbardziej zaryzykować dotrzeć na Polanę modelami z niższym zawieszeniem, a już na pewno zrobić sobie wycieczkę rowerową lub pieszą. Niezłe turystyczne miejsce, moim skromnym zdaniem nieodkryte jeszcze przez masowego turystę.

Z wieży do końca żółtego szlaku zostaje ok. 3 km. Początkowo trasa prowadzi przez młodniki i kolejne polany, lekko tracąc wysokość doprowadza do asfaltowej ulicy, przy której jest kilka drewnianych ławek oraz rzeźba wskazująca kierunek. Niestety w tym miejscy szlak się nie kończy, prowadząc dalej tą dość ruchliwą drogą (brak tu nawet sensownego pobocza) – dla rowerzystów to dobra informacja, niestety pieszy narażony jest na realne niebezpieczeństwo. Droga biegnie w kierunku Lipnicy Wielkiej i wiedzie przez dawna przejście graniczne, kawałek za którym szlak się kończy. Piechurom odradzam pokonywanie tego odcinka i polecam rozpocząć/zakończyć szlak w miejscu, gdzie drewniana pani z warkoczem ze zdjęcia poniżej wskazuje drogę na wieżę widokową.

Całość szlaku oceniam pozytywnie: tereny są nieodkryte, całkiem ładne, brak tu masowej turystyki, choć widoczne są nawet niezłe inwestycje turystyczne (głównie na Polanie Marysinej). Z wieży widokowej i z kilku miejsc ze szlaku rozpościerają się przepiękne widoki na Tatry. Choć oficjalnie Działy Orawskie to pasmo górskie, ma ono raczej charakter podgórski leżąc pomiędzy masywną Babią Górą i płaską jak naleśnik Kotliną Orawsko-Nowotarską. Internet podpowiada, że można znaleźć tutaj np. rzadkie gatunki górskich roślin. To tłumaczyłoby dlaczego po stronie słowackiej kilkukrotnie napotykam na tabliczki informujące, że jest to obszar chronionego krajobrazu Górna Orawa (Chránená krajinná oblasť Horná Orava), po polskiej stronie natomiast tereny te wydają się mniej dzikie i mocno przekształcone przez człowieka. Z minusów – bezsensowne poprowadzenie kawałku żółtego szlaku ruchliwą ulicą i brak chociażby jednej ławki po północnej stronie trasy; myślę, że w niedalekiej przyszłości, po rozpowszechnieniu się projektu „Nowej Korony Gór Polski” gdzie tłumy turystów będą zmierzać na Wajdów Wierch, sytuacja ulegnie zmianie. Generalnie – polecam!

Możesz również cieszyć się:

1 komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Odkryjemy Góry Nieznane
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.